Po świętach pozostały tylko niskie temperatury... Postanowiłam machnąć szybką recenzję prezentów ♥ Nie są to jakieś cudowne i wielkie bajery ale są to cudne upominki od serca ♥
Po pierwsze książka. Polecam ją każdemu żarłokowi, szefowi
kuchni, rodowitemu Poznaniakowi ale i ludziom kochającym to ezoteryczne miasto
i region słynący z pyr. Jest to "365 obiadów poznańskich babci
Moniki" W książce zawarto 365 obiadów na cztery pory roku i na każdy dzień
tygodnia. Co prawda Babcia Monika jest postacią fikcyjną ale obiadki są jak najbardziej
prawdziwie poznańskie. Mniam!
źródło: google
Po drugie. Mufka. Zimą nie znoszę rękawiczek. Nie zawsze
zimno mi w dłonie. Nie znoszę gdy zmuszają mnie do noszenia rękawiczek.
Zakładam je posłusznie tylko po to żeby za chwilę w furii zdjąć je ze spoconych
dłoni, ciskając nimi we właściciela krzycząc „gorąco!”. Kiedyś mitenki mi
wystarczały a ostatnio jednak za gorąco mi nawet w nich. Mufka jest to
elegancki dodatek a zarazem małe ciepełko dla dłoni. Choć zastanawiam się czy nie będę jej nosić jedynie na specjalne okazje ponieważ nijak się ma do mojej neutralnej zwyczajnej kurtki...
Po trzecie. Słuchawki! ♥ Wreszcie mam zakrywające ucho niewielkie,
ale wygodne, ładne, czarne słuchawki o rewelacyjnej jakości dźwięku i z odpowiednio
długim sznurowym kabelkiem! Prezent trafiony w setkę!
Produkt jest niby firmy mało znanej uznanej przez wielu za firmę "byle co" a jednak. Silver Crest jest wg opinii marką rewelacyjną która robi również maszyny do szycia które o dziwo mają wyższe noty niż Łuczniki Singerki i inne...
źródło: google
Czwarte. Opaska do włosów. Bracia są całkiem nieźli w
kupowaniu takich dodatków! Osobiście nie spojrzałabym na opaski które od nic
dostaję ale gdy lądują w moich łapkach okazuje się że są idealnie komponujące
się z moimi łaszkami a także charakterem i stylem bycia.
Po piąte? Perfum. Nie trzeba dużo słów. Wspaniały flakonik (pomijam że czarny z różowymi elementami no ale ogół cudowny więc nie zważam na nielubiany róż) Piękny zapach, oczywiście wg mnie nie trwały (a szkoda i to wielka szkoda!) no ale piękny. Victoria's Secret - perfum Noire Tease - zapach black vanilla, frozen pear, blooming gardenia. Komentarz na pudełku: "Flirt. Play. Tease! Show it off in this thrilling twist of juicy fruits and seductive florals."
źródło: google
Szóste. Marzenie którym zaraziły mnie burleskowe performerki... Kręcić chwostami... ♥
źródło: google
Te małe cudeńka sprawiły że oczy zabłyszczały mi jak cekiny. Od razu przymierzyłam i spróbowałam swoich sił. Nie jest to takie proste jakby się wydawało. Podziwiam, każdą która na scenie ubarwia swe show chwościkami ♥
Po siódme - urocza dziewczęca piżamka ♥
Po ósme - box DVD ciekawostek o Anglii. O wojnach, królowych, latach 80tych i inne... Fajne do nauki i oswojeniem się z językiem.
Po dziewiąte i dziesiąte - pieniądze i słodycze. Tego jak wiadomo, nigdy dość ♥ Nie narzekam na święta choć słuchawki muszę zanieść na gwarancji :(
Niewielkie, urocze miasto, schludne, skromne i zadbane, położone jakieś 15 km od Birmingham. W centrum w letnim sezonie wiszą i/lub stoją donice z kwiatami. Mieszkam tymczasowo jedną nogą na długiej ulicy Cornyx Lane na przeciwko The Greville Arms ( -> link do restauracji <- ), pubie gdzie przy dobrym piwie, steku z grilla, burgerze lub fish&chips przesiadują głównie rdzenni mieszkańcy Solihull a także pracownicy pobliskiej fabryki Jaguar Land Rover, gdzie pracuje mój (na początku Kolega) Chłopak - Wydra, z którym pomieszkuję.
Wydra Ot takie brązowo okie przesympatyczne Stworzenie ;)
Widok na The Greville Arms.
Ciemno brązowy budyneczek po lewej to Bowling Club.
W centrum miasta mamy wiele różnych i ciekawych miejsc no i sklepów które mój zakupoholizm uwielbia! No, a że z wielu powodów nie mogę sobie pozwolić na kupowanie wszystkiego, zadowalam się przeglądając asortyment sklepów. Mamy tu rozległy Mell Square Shopping Centre który w sumie jest niezadaszonymi deptakami na którym mieści się ukochany AspireStyle - mój ukochany sklep dla Vintage i Pin up girls, Ann Summers - sklep z fajną, bielizną i nie tylko ;> Z ostatnio odkrytych: New Look - ma niektóre bardzo fajne ciuszki, Bhs - sklep stacjonarny będący trochę porażką w stosunku do asortymentu jaki jest oferowany w sklepie internetowym, Glitz Accezzoriez nie powalający mnie na kolana, ma kilka fajnych rzeczy ale ogólnie asortyment w stylu glamour. Jest tu też Touchwood Shopping Centre w którym jest Claire's - sklepik ze świecidełkami, dodatkami, kosmetykami itp. oraz tradycyjnie sieciówki. Oprócz tego jest John Lewis który zachwyca produktami do wyposażenia domu. Jest tu podobno wiele zielonych płuc tego regionu - ja odwiedziłam tylko dwa parki z ciekawymi placami zabaw.
Taka oto nieco inna huśtawka mieszcząca nawet dwie osoby znajduje się
w Malvern and Brueton Park
W parku Tudor Grange z Wydrą. Za mną Tudor Grange Sport Centre, a za Nim widok na park.
A to stworzonko odwiedza nasz ogród bardzo często
Myślę że wystarczająco dużo szczegółów uwzględniłam w notatce o Solihull ;) W następnej będzie co nieco o Birmingham.
Piątkowy dzień spędziłam na Rock'n'Road Rockabilly Festiwal'u w
Strykowie. 20km pod Poznaniem klub motocyklowy Piwersi przy współpracy z
ośrodkiem wypoczynkowym Feniks stworzyli swój pierwszy festiwal utrzymany w stylu lat 50’ – 60’.
Świetnym pomysłem było zagospodarowanie tak urokliwego miejsca, lasku i jeziora
na festiwal, chociaż trochę szkoda że teren nie jest większy oraz nie nawieziono tam piasku. Mam cichą nadzieję że dzięki festiwalowi to miejsce z roku na rok wypięknieje ;)
Oznakowany dojazd na festiwal porządnymi tabliczkami, nie jakimiś tam kartkami w koszulce, a drewnianymi porządnymi tabliczkami (nieco mało krzyczące ponieważ i tak musieliśmy użyć wstecznego gdy zorientowaliśmy się że był znak ale i tak spełniły swoją rolę).
Wejściówka w cenie 20zł na 3 dni to wg mnie żaden majątek (konwenty 3dniowe z noclegiem potrafią kosztować nawet 50zł, a Jarocin Festiwal to 140zł), choć mój brat ubolewał trochę, że nie było wejściówek jednodniowych (ja mam cichą nadzieję że za rok plaża zyska coś z tych pieniążków ;) ). Pole
namiotowe jako nocleg na terenie festiwalu (15zł za 2-3osobowy namiot) to bomba pomysł chociaż podsumowując te oba wydatki to tzw. Wlotka na festiwal wynosi już nie 20zł a 35zł a to i tak póki co warto.
Serdeczne powitania, przyjazna
atmosfera, wszyscy towarzyscy, mili i otwarci nawet organizatorzy (tak, tak moi
mili czytelnicy! Doznałam szoku gdy organizatorzy chętnie zamieniali parę zdań
z przybyszami z mniej lub bardziej odległych stron!)! Wszystko to sprawiło, że gdzieś tam w
środku mnie coś zaczęło głośno płakać że nie mogę zostać do soboty czy
niedzieli.
Pomimo że widziałam okrojony pakiet atrakcji to i tak było bardzo fajnie.
Zamiast złotówek były dolary. 1PLN = 1$ Na obiad mieliśmy do wyboru karkówkę, kiełbasę, zapiekankę, hot-doga, frytki i... uwaga, uwaga! ślimaka. Cóż to był ten ślimak? Otóż była to chudziutka, a długa kiełbaska zawinięta w ślimaczka i zatknięta na patyczek szaszłykowy by się nie rozpadł. Uroczy i smaczny ślimaczek za 8$.
Z napojów to szczerze pierwsze o czym pomyślałam była Coca~Cola ze szklanej butelki ze słomką. Dlaczego? Ponieważ:
Ogólnie pin up kojarzy mi się z Coca-Colą przez klimatyczne szyldy, gadżety czy tysiące sesji zdjęciowych pin-up pijących bądź reklamujących Colę, które oglądałam w Internecie (Do obejrzenia tu -> KLIK! <- ). Ale wracając do napojów na Festiwalu. Na stołach królowały zwykłe napoje w plastikowych butelkach, niebieska oranżada z automatu dostępna u pań sprzedających lody, a oprócz tego gdzie nie gdzie było widać drinki w szklanych butelkach czy whiskey w szerokich szklankach. Mały detal a jednak szkoda trochę że nie było koktajli, kaw, Coli, słomek czy małych parasolek w drinkach.
Nie wiem jak to wyglądało w sobotę ale zabrakło mi też typowo festiwalowych detali jak kukurydzy z wody, popcornu i waty cukrowej czy prażonych orzeszków ale myślę że to przez zbyt mało miejsca więc wybaczam ;)
Na terenie festiwalu znajdowały się plażowe parasolki i stoliki i ławy więc było gdzie usiąść chociaż przygotowaliśmy się na piknik i zabraliśmy kocyk. Nieopodal sceny był duży namiot wystrojony plakatami z poprzednich imprez i zlotów organizowanych przez Moto klub "Piwersi" a także z klasycznymi pin-up'kami, w którym można było posiedzieć bądź potańczyć. Był też sklepik z pamiątkami w postaci koszulek(w cenie 30zł), naklejek czy zapalniczek obok można było nabyć również nieśmiertelniki, motocykle, a za to w sobotę słyszałam że można było zdobyć pierwszy lub kolejny do kolekcji tatuaż. Widziałam że w lesie były dwa place zabaw - dla dorosłych i dzieci. Dorośli mogli ustrzelić coś (zapewne wrogów, znajomych, ukochaną osobę, drzewo bądź innych uczestników festiwalu) z replik broni paintball albo ASG (nie zwróciłam uwagi z jakiej amunicji strzelano).
Nie należy też zapominać że "Piwersi" a także niektórzy przyjezdni przyjechali nie byle czym a motocyklami (tu warto uświadomić że nie były to same Harley'e Davidson'y ale motocykle
Triumph ) a także samochodami wywołującymi u niektórych osób chrzęst kręgów szyjnych, ślinotok czy inne objawy zapatrzenia się na te cacka. Wszystkie te maszyny można było obejrzeć powypytywać o nie lub porobić sobie z nimi zdjęcia. Braciszek marzył usłyszeć dźwięk silnika czarnego pięknego Mustanga i zajrzeć pod jego maskę no i sobie pomarzy do przyszłego roku albo jak kupi sobie własne takie autko.
Koncerty, a raczej koncert (musieliśmy niestety zwinąć się wcześnie) trio Spaceman był rewelacyjny. Podrywał wciąż do tańca i nie pozwalał siadać, choć z początku większość stała kołysząc się lub przytupując potem i tak wielu poderwało się do tańca.
(Jeden z lepszych moim zdaniem kawałków, który udało mi się znaleźć za pośrednictwem bloggera.)
Na zakończenie dodam że w piątek ja i Michellecter (tu polecam zrobić -> KLIK! <- na Jej bloga. Również wspomniała o Festiwalu ;) ) byłyśmy jedynymi Pin-up'kami, przez co miałyśmy nieco więcej atrakcji. (głównie Michell ze względu na nieco bardziej cieszącą oko figurę i strój ale to się wytnie). W galeriach widziałam chyba ze 3-4 klasyczne pin up'ki na festiwalu poza Nami. *Mam nadzieję że o niczym nie zapomniałam napisać ;)
A teraz... zdjęcia i linki do galerii:
Od lewej: Michell, Mixer (mój brat ♥ ), ja
Michell i ja (zostałyśmy zaproszone przez organizatorów na scenę by po hulać trochę na scenie )
i zespół Spaceman
ehh... Moja mina oczywiście miała być nieco inna....
~ Póki co tak ubogo w zdjęcia, ponieważ poluję na zdjęcia od ABC Foto ze Stęszewa (no chyba że gdzieś nie zauważyłam ich), oraz mam nadal cichą nadzieję że mój braciszek prześle mi kilka zdjęć.
♥♥♥Festiwal Rockabilly, do zobaczenia za rok!!! ♥♥♥
3. Zakochać się w historii Poznania
Nie wspominałam Wam tego chyba jeszcze, ale od jakiegoś czasu w wolnej chwili przeglądam, czytam, szukam, drążę historię Poznania. Nie robię tego jakoś namiętnie (jeszcze) i wychodzi mi to dość nieudolnie, ale jak to śpiewał Grabaż z zespołu Strachy na Lachy (wcześniej z zespołu Pidżama Porno):
Poznań jest ezoteryczny. Chyba każdy dobrze o tym wie, że Poznań jest ezoteryczny. Wszyscy wiedzą że miastem rządzi mafia, a na Wildzie mieszka szatan.
Mało kto zagląda w uliczki czy szuka sekretów tego miasta. Mało kto wie że też mieliśmy gród, królów, mury obronne czy twierdzę... Ja szukając wiedzy i różnych ciekawostek wylądowałam w Poznańskim Towarzystwie Przyjaciół Fortyfikacji (trochę długa i zawiła historia ale nie żałuję).
Spędziłam dzień na wolontariacie w Rezerwacie Archeologicznym Genius Loci ( -> Strona Rezerwatu Genius Loci <- ) gdzie miały miejsce wykłady:
- Umocnienia Poznania w X wieku (mgr Agnieszka Stempin)
- Średniowieczne fortyfikacje Poznania (prof. dr. hab. Zbigniew Pilarczyk)
- XIX Twierdza Poznań(prof. dr. hab. Jerzy Stiller)
po których wyszłam dużo bogatsza w wiedzę i ciekawostki.
Baszty i mury miejskie odnowione znajdujące się tuż przy Komendzie Wojewódzkiej Straży Pożarnej znajdujące się między ulicami Garbary, Masztalarska i Wroniecka
Potem dzięki jednemu z (wielu) przesympatycznych kolegów z Towarzystwa stawiłam się również w Forcie III (w Nowym ZOO), a tam pomimo że miałam nieodpowiednie buty wybrałam się na spacer z kolegami suchą fosą (długa na 850m).
♥moja miłości - zabójcze platformy♥
Kilka ładniejszych zdjęć z fosy otaczającej Fort III wykonanych podczas spaceru przez kolegę Michała W.