Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Poznań. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Poznań. Pokaż wszystkie posty

środa, 2 października 2013

Zaległe - Konwentowo.

Dziś (zaległa) skromna relacja z pierwszego konwentu Licon.


 Miejsce - Poznań (ZSE nr 1 w Poznaniu)
Wejściówka - 25zł
Ilość dni - 1
Data - sobota 6. lipca. 2013 w godzinach 10.00-21.00


Jako że byłam tzw. Helperem to i tak byłam zachwycona (ominęłam w sumie tylko 2 wypatrzone prelekcje).
Dzień zaczęłam od pracy na akredytacji (i w sumie w wolnych chwilach siedziałam właśnie tam).
Znalazłam zastępstwo i o 12. pognałam na panel "Evil Cosplay" gdzie przyszło mi się wcielić w:
Strength
z
"Black Rock Shooter"

- Kaptur wykonałam z kartek z zeszytu sklejonych szarą taśmą. 
- Top wykonałam poprzez oklejenie się szarą taśmą.
- Pończochy - owinęłam nogi papierem toaletowym.
- Ogon z papieru toaletowego zrobili dla mnie cosplayerzy z Hetalia <3
- Rękawice z koszy na śmieci do których przyczepiłam z ulotek sklejonych w rulon palce.
* Zdjęcie z cosplay'u mi zrobiono ale niestety go nie otrzymałam :(


Najbardziej podobała mi się restauracyjka. Były Meido oraz Host. Meido obsługiwały panów a Host dziewczyny. Aż zaciesz miałam na twarzy jak zobaczyłam przystojniaka obsługującego mnie ;>

Genialnym pomysłem było zrobienie kursu gotowania! ;)

Pokaz Poznańskiego Stowarzyszenia Kendo, Iaido i Jodo - Meishinkan. 


Cosplayerzy


Czekam z niecierpliwością na Licon 2 !



* Zdjęcia by Izabella Jablonska
* Więcej zdjęć Klik! oraz K-l-i-k-!

piątek, 5 lipca 2013

Spóźniona...



Dziś BARDZO, BARDZO spóźniona notka weekendowa, trochę pachnąca wakacjami.

Przepraszam za tak wielkie przesunięcie w czasie, oraz skumulowanie się notatek w jedną długaśną ale miałam pewne problemy "techniczno - czasowe".

 

♥ ♠ ♦ ♣ ♥ ♠ ♦ ♣ ♥ ♠ ♦ ♣ ♥ ♠ ♦ ♣ ♥ ♠ ♦ ♣ ♥ ♠ ♦ ♣ ♥ ♠ ♦ ♣ ♥ ♠ ♦ ♣ ♥ ♠ ♦ ♣ ♥ ♠ ♦ ♣ ♥ ♠ ♦ ♣ ♥ ♠ ♦ ♣ ♥ ♠ ♦ ♣ ♥ ♠ ♦ ♣ ♥ ♠ ♦ ♣ ♥ ♠ ♦ ♣ 

 

1. Jak szaleć to tylko w rytmie Rock n' Roll'a!



Piątkowy dzień spędziłam na Rock'n'Road Rockabilly Festiwal'u w Strykowie. 20km pod Poznaniem klub motocyklowy Piwersi przy współpracy z ośrodkiem wypoczynkowym Feniks stworzyli swój pierwszy festiwal utrzymany w stylu lat 50’ – 60’.
Świetnym pomysłem było zagospodarowanie tak urokliwego miejsca, lasku i jeziora na festiwal, chociaż trochę szkoda że teren nie jest większy oraz nie nawieziono tam piasku. Mam cichą nadzieję że dzięki festiwalowi to miejsce z roku na rok wypięknieje ;)
Oznakowany dojazd na festiwal porządnymi tabliczkami, nie jakimiś tam kartkami w koszulce, a drewnianymi porządnymi tabliczkami (nieco mało krzyczące ponieważ i tak musieliśmy użyć wstecznego gdy zorientowaliśmy się że był znak ale i tak spełniły swoją rolę).
Wejściówka w cenie 20zł na 3 dni to wg mnie żaden majątek (konwenty 3dniowe z noclegiem potrafią kosztować nawet 50zł, a Jarocin Festiwal to 140zł), choć mój brat ubolewał trochę, że nie było wejściówek jednodniowych (ja mam cichą nadzieję że za rok plaża zyska coś z tych pieniążków ;) ). Pole namiotowe jako nocleg na terenie festiwalu (15zł za 2-3osobowy namiot) to bomba pomysł chociaż podsumowując te oba wydatki to tzw. Wlotka na festiwal wynosi już nie 20zł a 35zł a to i tak póki co warto.
Serdeczne powitania, przyjazna atmosfera, wszyscy towarzyscy, mili i otwarci nawet organizatorzy (tak, tak moi mili czytelnicy! Doznałam szoku gdy organizatorzy chętnie zamieniali parę zdań z przybyszami z mniej lub bardziej odległych stron!)! Wszystko to sprawiło, że gdzieś tam w środku mnie coś zaczęło głośno płakać że nie mogę zostać do soboty czy niedzieli.
Pomimo że widziałam okrojony pakiet atrakcji to i tak było bardzo fajnie.
Zamiast złotówek były dolary. 1PLN = 1$ Na obiad mieliśmy do wyboru karkówkę, kiełbasę, zapiekankę, hot-doga, frytki i... uwaga, uwaga! ślimaka. Cóż to był ten ślimak? Otóż była to chudziutka, a długa kiełbaska zawinięta w ślimaczka i zatknięta na patyczek szaszłykowy by się nie rozpadł. Uroczy i smaczny ślimaczek za 8$.
Z napojów to szczerze pierwsze o czym pomyślałam była Coca~Cola ze szklanej butelki ze słomką. Dlaczego? Ponieważ:
źródło: google.pl
Na zdjęciu: DivaAkasha

Ogólnie pin up kojarzy mi się z Coca-Colą przez klimatyczne szyldy, gadżety czy tysiące sesji zdjęciowych pin-up pijących bądź reklamujących Colę, które oglądałam w Internecie (Do obejrzenia tu -> KLIK! <- ). Ale wracając do napojów na Festiwalu. Na stołach królowały zwykłe napoje w plastikowych butelkach, niebieska oranżada z automatu dostępna u pań sprzedających lody, a oprócz tego gdzie nie gdzie było widać drinki w szklanych butelkach czy whiskey w szerokich szklankach. Mały detal a jednak szkoda trochę że nie było koktajli, kaw, Coli, słomek czy małych parasolek w drinkach.
Nie wiem jak to wyglądało w sobotę ale zabrakło mi też typowo festiwalowych detali jak kukurydzy z wody, popcornu i waty cukrowej czy prażonych orzeszków ale myślę że to przez zbyt mało miejsca więc wybaczam ;)
Na terenie festiwalu znajdowały się plażowe parasolki i stoliki i ławy więc było gdzie usiąść chociaż przygotowaliśmy się na piknik i zabraliśmy kocyk. Nieopodal sceny był duży namiot wystrojony plakatami z poprzednich imprez i zlotów organizowanych przez Moto klub "Piwersi" a także z klasycznymi pin-up'kami, w którym można było posiedzieć bądź potańczyć. Był też sklepik z pamiątkami w postaci koszulek(w cenie 30zł), naklejek czy zapalniczek obok można było nabyć również nieśmiertelniki, motocykle, a za to w sobotę słyszałam że można było zdobyć pierwszy lub kolejny do kolekcji tatuaż. Widziałam że w lesie były dwa place zabaw - dla dorosłych i dzieci. Dorośli mogli ustrzelić coś (zapewne wrogów, znajomych, ukochaną osobę, drzewo bądź innych uczestników festiwalu) z replik broni paintball albo ASG (nie zwróciłam uwagi z jakiej amunicji strzelano).
Nie należy też zapominać że "Piwersi" a także niektórzy przyjezdni przyjechali nie byle czym a motocyklami (tu warto uświadomić że nie były to same Harley'e Davidson'y ale motocykle
Triumph ) a także samochodami wywołującymi u niektórych osób chrzęst kręgów szyjnych, ślinotok czy inne objawy zapatrzenia się na te cacka. Wszystkie te maszyny można było obejrzeć powypytywać o nie lub porobić sobie z nimi zdjęcia. Braciszek marzył usłyszeć dźwięk silnika czarnego pięknego Mustanga i zajrzeć pod jego maskę no i sobie pomarzy do przyszłego roku albo jak kupi sobie własne takie autko.
Koncerty, a raczej koncert (musieliśmy niestety zwinąć się wcześnie) trio Spaceman był rewelacyjny. Podrywał wciąż do tańca i nie pozwalał siadać, choć z początku większość stała kołysząc się lub przytupując potem i tak wielu poderwało się do tańca.

(Jeden z lepszych moim zdaniem kawałków, który udało mi się znaleźć za pośrednictwem bloggera.)

Na zakończenie dodam że w piątek ja i Michellecter (tu polecam zrobić -> KLIK! <- na Jej bloga. Również wspomniała o Festiwalu ;) ) byłyśmy jedynymi Pin-up'kami, przez co miałyśmy nieco więcej atrakcji. (głównie Michell ze względu na nieco bardziej cieszącą oko figurę i strój ale to się wytnie). W galeriach widziałam chyba ze 3-4 klasyczne pin up'ki na festiwalu poza Nami.
*Mam nadzieję że o niczym nie zapomniałam napisać ;)

A teraz... 
zdjęcia i linki do galerii:

Od lewej:  Michell, Mixer (mój brat ♥ ), ja


Michell i ja (zostałyśmy zaproszone przez organizatorów na scenę by po hulać trochę na scenie ) 
i zespół Spaceman

 ehh... Moja mina oczywiście miała być nieco inna....


Linki:
Notka o Festiwalu od CafeRacer

~ Póki co tak ubogo w zdjęcia, ponieważ poluję na zdjęcia od ABC Foto ze Stęszewa (no chyba że gdzieś nie zauważyłam ich), oraz mam nadal cichą nadzieję że mój braciszek prześle mi kilka zdjęć.

♥♥♥Festiwal Rockabilly, do zobaczenia za rok!!! ♥♥♥


 3. Zakochać się w historii Poznania

Nie wspominałam Wam tego chyba jeszcze, ale od jakiegoś czasu w wolnej chwili przeglądam, czytam, szukam, drążę historię Poznania. Nie robię tego jakoś namiętnie (jeszcze) i wychodzi mi to dość nieudolnie, ale jak to śpiewał Grabaż z zespołu Strachy na Lachy (wcześniej z zespołu Pidżama Porno): 

 

Poznań jest ezoteryczny. Chyba każdy dobrze o tym wie, że Poznań jest ezoteryczny. Wszyscy wiedzą że miastem rządzi mafia, a na Wildzie mieszka szatan.
Mało kto zagląda w uliczki czy szuka sekretów tego miasta. Mało kto wie że też mieliśmy gród, królów, mury obronne czy twierdzę... Ja szukając wiedzy i różnych ciekawostek wylądowałam w Poznańskim Towarzystwie Przyjaciół Fortyfikacji (trochę długa i zawiła historia ale nie żałuję).

W niedzielę 23.czerwca był Dzień Twierdzy Poznań.

Spędziłam dzień na wolontariacie w Rezerwacie Archeologicznym Genius Loci ( -> Strona Rezerwatu Genius Loci <- ) gdzie miały miejsce wykłady:

- Umocnienia Poznania w X wieku (mgr Agnieszka Stempin)
- Średniowieczne fortyfikacje Poznania (prof. dr. hab. Zbigniew Pilarczyk)
- XIX Twierdza Poznań (prof. dr. hab. Jerzy Stiller)
po których wyszłam dużo bogatsza w wiedzę i ciekawostki.

Baszty i mury miejskie odnowione znajdujące się tuż przy Komendzie Wojewódzkiej Straży Pożarnej znajdujące się między ulicami Garbary, Masztalarska i Wroniecka


Potem dzięki jednemu z (wielu) przesympatycznych kolegów z Towarzystwa stawiłam się również w Forcie III (w Nowym ZOO), a tam pomimo że miałam nieodpowiednie buty wybrałam się na spacer z kolegami suchą fosą (długa na 850m).



moja miłości - zabójcze platformy


Kilka ładniejszych zdjęć z fosy otaczającej Fort III wykonanych podczas spaceru przez kolegę Michała W.


Linki:
Kalejdoskop w TVP Poznań ( o Dniu Twierdzy Poznań od 9:45 )
__________________________________________________________________________________________
No to by było na tyle z zaległych notatek.
Dziękuję bardzo za wytrwałość tym, co doczytali do samego dołu.
♥♥♥

wtorek, 20 listopada 2012

Listopadowo...

I nastał niezwykle mglisty listopad....

Wciąż ubolewam nad niedysponowaną maszyną do szycia. Czekam na wypłatę by zatrudnić mechanika oraz wreszcie zakupić silnik, czekam również na silną motywację by przerobić pokój w stanowisko pracy krawieckiej. Póki co wciąż czaję się na walające się po pokoju kawałki ubrań i materiałów. W głowie wirują mi wizje, nawet podczas snu - jestem jak opętana. Znalazłam jednak jakiś sposób na to szaleństwo-zaczęłam grać w The Elder Scrolls V Skyrim. Może wreszcie znalazłam czas by skończyć tą grę od początku do końca? Było by zacnie.
Przy okazji pozdrowienia dla Karun'a Moeris'a pewnego Ayleidzkiego Elfa (postać RedMorpho -> galeria jej prac warta obejrzenia ;) <- )

Od kilku dni zastanawiam się czy nie zrobić kilka recenzji na blogu póki maszyna stoi nieczynna. Myślę że byłoby to dobrym pomysłem (przy okazji potrenowałabym moje marne zdolności pisarskie*)


Wiedzieliście że każdy może mieć swoją restaurację? Od niedawna w Polsce istnieje Restaurant Day (KLIK!) dzięki niemu każdy może przez jeden dzień mieć swoją własną restauracyjkę z kolei przechodnie mogą skosztować Twoich wyrobów. Możesz zaszokować ludzi niezwykłym wyglądem, składem oraz smakiem.

Moje pierwsze spotkanie z Restaurant Day...
17. listopada w późnych godzinach popołudniowych szlajając się bez celu po Starym Browarze czekałam bus do domu. Przechodząc z Atrium do Pasażu zauważyłam że coś się dzieje na Dziedzińcu Sztuki. Przemknęłam przez szklaną taflę dzielącą mnie od placu. Ciekawski tłum zasłaniał cudowne zjawisko. Stragany! Uwielbiam straganiki! Mają w sobie coś kuszącego... Tajemniczość, urok zbitych desek, albo tego co czasem oferują? Podeszłam bliżej. Pierwsze co ujrzałam to krzątające się za ladą młode kobiety i małe chorągiewki zatknięty w "czymś". Jedzenie! Uwielbiam rajskie rozkosze dla podniebienia! Pierwsza myśl jaka przeszła przez moją głowę "To pewnie tylko dla wybranych - dla VIPów, celebrytów, ludzi z jakiegoś prywatnego festiwalu" potem pomyślałam "A jeśli jednak dla szerszej publiki - dla każdego? Jeśli tak, to czy będzie mnie stać na taką okazję?" Pokręciłam się przyglądając się z zafascynowaniem odkryciom znajdującym się na straganikach. Przysłuchując się dyskusjom by wybadać sytuacje dowiedziałam się, że są to stoiska blogerek. Widząc że dopiero zaczęły się rozkładać poszłam do Empiku zaopatrzyć się w potrzebny mi srebrny rysik. Wracając zauważyłam że tłum ludzi się zwiększył, a ich portfele wyskoczyły z ukrycia. Dumni posiadacze łakoci zgarbieni nad papierowymi naczyniami zajadali zdobycze stojąc nieopodal. Oczy mi zabłysły. Niczym wygłodniały student przeliczyłam niezwykle ograniczony budżet i dopadłam do ostatniego stoiska bloga "Kuchnia Agaty" na którym upatrzyłam zupkę wykonaną z pieczonych warzyw. Ciekawość i myśl że zaleję nią głód zadecydowała o jej kupnie. Intensywny zapach warzyw niesamowity! Pierwszy łyk - "gorące pyszności!", drugi łyk - "Ależ ona ostra!". (Dla miłośników zup krem z warzywami i piekielnie ostrych dań zamieszczam link do przepisu.) Zupkę wypiłam przyglądając się ludziom siedząc na specjalnie przygotowanych siedziskach będących odwróconymi do góry dnem skrzynkami z poduszką obmyślając kolejny atak. Następnym celem był pierwszy z brzegu stragan "Maleństwo" różnorodność na stoisku spowodowała że nie wiedziałam co wybrać. Jako że "Ślimaczek" niewiele powiedział mi o sobie postanowiłam zaryzykować wybierając jedną z pośród dwóch muffinek. Do wyboru miałam marchewkową i majonezową. Jako że ciasto z marchewką mojej cioci w przeszłości smakowało niestety fatalnie bałam się zaryzykować. Ostatecznie wygrała majonezowa. Spodziewałam się typowego majonezowego smaku. Muffinka jak muffinka tyle że tłustsza. Zasłużyła u mnie na miano "Tłuścioszki. A trzeba było kupić jednak ślimaczka albo marchewkową... Resztkę pieniędzy postanowiłam przeznaczyć na stragan kakaem i czekoladą płynący istny raj dla czekoladoholików jaki stworzył "REJ CAKE". Ciasteczka, torty, tarty, tajemnicze kuleczki... Stojąc błagałam by starczyło mi jeszcze na coś. Stojący obok mnie przesympatyczny Pan w euforii dorzucił mi się na jego zdaniem najlepszą rzecz na straganie zapewniając, że warto. Kasztan. Czarna jak noc kulka z białą plamą na patyku owiana tajemnicą co kryje w środku. Ostrożnie przegryzłam czekoladową skorupkę po czym spróbowałam środka. Masa pod czekoladą wciąż nie daje mi spokoju. Niebo na Ziemi zawarte w małej kulce. Jednak co to było nadal jest tajemnicą stoiska. Podejrzewam że jeśli dopnę swego i dowiem się co jest tajemnicą tej pyszności to straci ona swój urok ale pomimo to będę szukała przepisu.
Nie mogę się doczekać następnej takiej akcji!

Artykuł oraz zdjęcia na stronie Gazeta.pl -> KLIK! KLIK!

Dodatkowo dla Facebook'owiczów i Facebook'ocholików(m.in.zdjęcia!) :
- Fanpage Restaurant Day Poland na Facebook'u -> KLIK!!
- Fanpage Restaurant Day Poznań na Facebook'u -> KLIK!
_________________________________________________________

DOBRANOC ;)