Pokazywanie postów oznaczonych etykietą festiwal. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą festiwal. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Spring Compilation

♠ ♥ ♣ ♦
Ehh... I znów mnie nie było jakiś czas...
Często, gęsto doskwiera mi brak weny i jakaś taka blokada twórcza. Ostatnimi czasy też nie potrafię zebrać do jednej kupy myśli, słów oraz nie mogę się ogarnąć pisząc bloga czy prowadząc fanpage.
Poza tym szkoła, Anglia, fort, Suwałki, obijanie się, problemy ze sprzętem... Jednym słowem C-H-A-O-S!

___________________________________________________________________________________________________________________
♠ ♥ ♣ ♦
Luty.
Jakiś czas temu panowała moda na poroże jelonków samo lub w połączeniu z kwiatami, perełkami, ćwiekami etc., które świetnie pasowały do stylizacji mori girls, lolita, shironuri oraz pastel goth i nie tylko.


Sposobów na zdobycie ich jest kilka. Można ulepić z czego się da (modelina, fimo, glina, styropian, wełna, dreadlocki, tkaniny, druty, itp itd etc.) kombinacji jest multum bo jak nie same same różki to mogą być z ćwiekami, z kwiatami, perełkami, łańcuszkami, krzyżami, owocami itp itd etc...

Uwielbiam naturę, zwierzęta, pogańskie klimaty, a więc pewnego dnia zerwałam się jak poparzona i stwierdziłam że zrobię sobie poroże. Już kiedyś siedząc z drutami miedzianymi w łapkach myślałam jakby tu stworzyć indywidualne i cudowne poroże. Ponieważ marny i niecierpliwy ze mnie rzeźbiarz moje myśli ukierunkowały się na bezbronne walające się po domu poroże. Dobry chyba miesiąc chodziłam za nim z małą piłką aż Mama orzekła nietykalność i zostałam z niczym. Postanowiłam poskarżyć się facebookowi i tak o to w kilka godzin zdobyłam mniejsze poroże od koleżanki Rose. Trzy dni i trzy noce tupałam pod skrzynką na listy następnie kilka godzin pod pocztą a potem w kolejce. Cuda, cuda się zdarzają! Nie jest ono może o perfekcyjnych kształtach, ale jest mniejsze a co za tym idzie lżejsze niż Mamine i na dodatek w kolorze szarości jakby brudnej bieli - nietypowe, idealnie wpasowujące się w mój styl.





















Ukróciłam swe męki i oddzieliłam poroże od czaszki. Nie było łatwo ponieważ poroże zdecydowanie to nie to samo co drewno. Miałam nadzieję wygładzić nierówności i inne drobne wady powstałe w wyniku cięcia ale zrobiłam co mogłam. Wygładziłam brzegi, oczyściłam z paprochów, przebarwień, brudu, w niektórych miejscach zastosowałam troszeńkę drastyczniejsze środki poprawiając wygląd poroża chociaż wciąż mam wrażenie że niektórych miejscach dało to tak znikomy efekt że powinnam była zaszaleć po bandzie żeby widać było jakąś różnicę...
Domalux - pół mat, nie toksyczny, bezbarwny, bezwonny do drewnianych rzeczy co prawda, ale Mama nim traktuje decoupage'owane puszki tak więc porożu nie zaszkodzi raczej. Kolor wygląda jak wygląda. Nie wygląda jak przed pomalowaniem i też kolory są nieco oszukane na zdjęciu. Po wyschnięciu to wszystko zdecydowanie lepiej się prezentuje.
Następnym krokiem będzie na pewno znalezienie sposobu na opaskę/nakrycie głowy które stabilnie utrzyma poroże w odpowiednim miejscu na głowie. Jeszcze nie wiem co zastosuję czy opaskę czy stelaż ale póki co odłożyłam to na potem.
Nie jestem pewna kiedy wrócę do tego tematu. Możliwe że na następny Pyrkon.

___________________________________________________________________________________________________________________
♠ ♥ ♣ ♦
Marzec.
W Poznaniu - jeśli się nie mylę to od 14 lat, w jeden z ostatnich weekendów marca, a jeden z pierwszych weekendów wiosny, na całe 3 dni świat książek, filmów, bajek, anime, mang i gier staje się rzeczywistością.
Od 2000(?) roku w szkołach przy ulicy Łozowej a od kiedy frekwencja jest na tyle duża że mury szkół pękały w szwach czyli od 2011 roku, odbywa się na terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich.

To już mój 5 Pyrkon. 4 jako Gżdacz czyli Wolontariusz pomagający bezinteresownie przy organizacji największego festiwalu fantastyki w Polsce. Szczerze, to już nie wyobrażam sobie Pyrkonu bez swojego wkładu. Nie wyobrażam sobie nie przywdziać porażającego oranżu i nie biegać od misji do misji.

Ponieważ Pyrkon od czasu kiedy liczba uczestników określa tą imprezę mianem ogólnopolskiej a nawet i światowej, wybryki, przypały i inne wygłupy ludzi tworzących tą epicką imprezę a także wolontariuszy nie wchodzą w grę także nie opłacało mi się biegać i przebierać się pomiędzy dyżurami a więc i kostiumu nie posiadałam - niestety. Jedyne co było moim znakiem rozpoznawczym to długie, białe dreadlocki wykonane przez zdolną DreadWitch.
Uwielbiam tego "mopka" choć mogłyby być dłuższe i cieńsze ale to tylko mój kaprys bo spodziewam się że to marzenie byłoby wyjątkowo męczące dla Dreadmakerki a dla mnie kosztowniejsze. Poza tym nie można mieć wszystkiego.
Przykro mi tylko że minusem tego cudeńka jest gdy mój Luby narzeka na spanie ze "szczotą", a moja skóra głowy płonie. Później to przechodzi ale trochę to trwa. Poza tym muszę się nauczyć je zakładać bo inaczej nie da rady założyć...

zdjęcie wykonane przez autorkę Dreadlocków - DreadWitch

 

















All Rights Reserved © Maciej Burchardt























Selfie wykonane krótko po Pyrkonie


Skończyło się największe święto fantastyki w Polsce a mi wciąż mało... Najbliższe imprezy teraz to inne konwenty, imprezy Drugiej Ery - twórców Pyrkonu to Poznańskie Dni Fantastyki (w skrócie PDFy) ale żaden konwent nie odda klimatu Pyrkonu do którego już odliczam dni...
___________________________________________________________________________________________________________________
♠ ♥ ♣ ♦
Kwiecień.
Tydzień. Dokładnie to coś koło 8 dni. Zdecydowanie za krótko jak na pobyt z Ukochanym...
Pierwsze dni spędziliśmy tak lokalnie - Solihull i Birmingham. 
Oczywiście nie mogło zabraknąć zakupów, szwendania się po sklepach, straganach i bazarach...

 Sowy i sokół nieśmiało pozują do zdjęć
na Farmers Market w Solihull

 Z Wydrą w drodze ;)
napis na peronie wita serdecznie

♥ gdzieś w Chinese Quarter ♥
jeden z zakupów zdobyty w Chinese Quarter
Smakołyk znanej w Europie firmy meiji kosztował wg mnie dużo bo trochę ponad £2.Smak? Wyrób czekoladopodobny - smak sztuczny, silikonowy, coś koło mydła.

zachęcające do kupna tytuły wołały:
"-Weź mnie! -Nie jego mnie! -A właśnie że wybierze mnie a nie Ciebie!"
Mam obie...
Planuję wykorzystać sztuczki i przepisy zawarte w tych małych kusicielkach...

W kolejnych dniach zwiedzaliśmy. Napisałabym, że wycisnęliśmy dni maksymalnie, ale niestety byłoby to kłamstwo. Ze spokojem bez pośpiechu wychodziliśmy z domu rano by zwiedzić cel i okolice.
O Warwick Castle (klik)

Moja ulubiona Wagamama
Wydra w koszulce "Nie mam czasu, jadę czołgiem!" z Maginarium.pl kupiona na Pyrkonie
___________________________________________________________________________________________________________________
Następny post miał być o majowej wizycie na Suwalszczyźnie ale niestety zdjęcia (około 1700 pstryknięć) posiada Luby więc niestety post się opóźni i to pewnie sporo... :(
Mam nadzieję za to wrzucić post o Warwick Castle i Unieściu, szkolnych zawirowaniach a także niespodziewanym projekcie.
Jakie notki pojawią się następne? Czas pokaże.


A tym czasem zapraszam na 


piątek, 5 lipca 2013

Spóźniona...



Dziś BARDZO, BARDZO spóźniona notka weekendowa, trochę pachnąca wakacjami.

Przepraszam za tak wielkie przesunięcie w czasie, oraz skumulowanie się notatek w jedną długaśną ale miałam pewne problemy "techniczno - czasowe".

 

♥ ♠ ♦ ♣ ♥ ♠ ♦ ♣ ♥ ♠ ♦ ♣ ♥ ♠ ♦ ♣ ♥ ♠ ♦ ♣ ♥ ♠ ♦ ♣ ♥ ♠ ♦ ♣ ♥ ♠ ♦ ♣ ♥ ♠ ♦ ♣ ♥ ♠ ♦ ♣ ♥ ♠ ♦ ♣ ♥ ♠ ♦ ♣ ♥ ♠ ♦ ♣ ♥ ♠ ♦ ♣ ♥ ♠ ♦ ♣ ♥ ♠ ♦ ♣ 

 

1. Jak szaleć to tylko w rytmie Rock n' Roll'a!



Piątkowy dzień spędziłam na Rock'n'Road Rockabilly Festiwal'u w Strykowie. 20km pod Poznaniem klub motocyklowy Piwersi przy współpracy z ośrodkiem wypoczynkowym Feniks stworzyli swój pierwszy festiwal utrzymany w stylu lat 50’ – 60’.
Świetnym pomysłem było zagospodarowanie tak urokliwego miejsca, lasku i jeziora na festiwal, chociaż trochę szkoda że teren nie jest większy oraz nie nawieziono tam piasku. Mam cichą nadzieję że dzięki festiwalowi to miejsce z roku na rok wypięknieje ;)
Oznakowany dojazd na festiwal porządnymi tabliczkami, nie jakimiś tam kartkami w koszulce, a drewnianymi porządnymi tabliczkami (nieco mało krzyczące ponieważ i tak musieliśmy użyć wstecznego gdy zorientowaliśmy się że był znak ale i tak spełniły swoją rolę).
Wejściówka w cenie 20zł na 3 dni to wg mnie żaden majątek (konwenty 3dniowe z noclegiem potrafią kosztować nawet 50zł, a Jarocin Festiwal to 140zł), choć mój brat ubolewał trochę, że nie było wejściówek jednodniowych (ja mam cichą nadzieję że za rok plaża zyska coś z tych pieniążków ;) ). Pole namiotowe jako nocleg na terenie festiwalu (15zł za 2-3osobowy namiot) to bomba pomysł chociaż podsumowując te oba wydatki to tzw. Wlotka na festiwal wynosi już nie 20zł a 35zł a to i tak póki co warto.
Serdeczne powitania, przyjazna atmosfera, wszyscy towarzyscy, mili i otwarci nawet organizatorzy (tak, tak moi mili czytelnicy! Doznałam szoku gdy organizatorzy chętnie zamieniali parę zdań z przybyszami z mniej lub bardziej odległych stron!)! Wszystko to sprawiło, że gdzieś tam w środku mnie coś zaczęło głośno płakać że nie mogę zostać do soboty czy niedzieli.
Pomimo że widziałam okrojony pakiet atrakcji to i tak było bardzo fajnie.
Zamiast złotówek były dolary. 1PLN = 1$ Na obiad mieliśmy do wyboru karkówkę, kiełbasę, zapiekankę, hot-doga, frytki i... uwaga, uwaga! ślimaka. Cóż to był ten ślimak? Otóż była to chudziutka, a długa kiełbaska zawinięta w ślimaczka i zatknięta na patyczek szaszłykowy by się nie rozpadł. Uroczy i smaczny ślimaczek za 8$.
Z napojów to szczerze pierwsze o czym pomyślałam była Coca~Cola ze szklanej butelki ze słomką. Dlaczego? Ponieważ:
źródło: google.pl
Na zdjęciu: DivaAkasha

Ogólnie pin up kojarzy mi się z Coca-Colą przez klimatyczne szyldy, gadżety czy tysiące sesji zdjęciowych pin-up pijących bądź reklamujących Colę, które oglądałam w Internecie (Do obejrzenia tu -> KLIK! <- ). Ale wracając do napojów na Festiwalu. Na stołach królowały zwykłe napoje w plastikowych butelkach, niebieska oranżada z automatu dostępna u pań sprzedających lody, a oprócz tego gdzie nie gdzie było widać drinki w szklanych butelkach czy whiskey w szerokich szklankach. Mały detal a jednak szkoda trochę że nie było koktajli, kaw, Coli, słomek czy małych parasolek w drinkach.
Nie wiem jak to wyglądało w sobotę ale zabrakło mi też typowo festiwalowych detali jak kukurydzy z wody, popcornu i waty cukrowej czy prażonych orzeszków ale myślę że to przez zbyt mało miejsca więc wybaczam ;)
Na terenie festiwalu znajdowały się plażowe parasolki i stoliki i ławy więc było gdzie usiąść chociaż przygotowaliśmy się na piknik i zabraliśmy kocyk. Nieopodal sceny był duży namiot wystrojony plakatami z poprzednich imprez i zlotów organizowanych przez Moto klub "Piwersi" a także z klasycznymi pin-up'kami, w którym można było posiedzieć bądź potańczyć. Był też sklepik z pamiątkami w postaci koszulek(w cenie 30zł), naklejek czy zapalniczek obok można było nabyć również nieśmiertelniki, motocykle, a za to w sobotę słyszałam że można było zdobyć pierwszy lub kolejny do kolekcji tatuaż. Widziałam że w lesie były dwa place zabaw - dla dorosłych i dzieci. Dorośli mogli ustrzelić coś (zapewne wrogów, znajomych, ukochaną osobę, drzewo bądź innych uczestników festiwalu) z replik broni paintball albo ASG (nie zwróciłam uwagi z jakiej amunicji strzelano).
Nie należy też zapominać że "Piwersi" a także niektórzy przyjezdni przyjechali nie byle czym a motocyklami (tu warto uświadomić że nie były to same Harley'e Davidson'y ale motocykle
Triumph ) a także samochodami wywołującymi u niektórych osób chrzęst kręgów szyjnych, ślinotok czy inne objawy zapatrzenia się na te cacka. Wszystkie te maszyny można było obejrzeć powypytywać o nie lub porobić sobie z nimi zdjęcia. Braciszek marzył usłyszeć dźwięk silnika czarnego pięknego Mustanga i zajrzeć pod jego maskę no i sobie pomarzy do przyszłego roku albo jak kupi sobie własne takie autko.
Koncerty, a raczej koncert (musieliśmy niestety zwinąć się wcześnie) trio Spaceman był rewelacyjny. Podrywał wciąż do tańca i nie pozwalał siadać, choć z początku większość stała kołysząc się lub przytupując potem i tak wielu poderwało się do tańca.

(Jeden z lepszych moim zdaniem kawałków, który udało mi się znaleźć za pośrednictwem bloggera.)

Na zakończenie dodam że w piątek ja i Michellecter (tu polecam zrobić -> KLIK! <- na Jej bloga. Również wspomniała o Festiwalu ;) ) byłyśmy jedynymi Pin-up'kami, przez co miałyśmy nieco więcej atrakcji. (głównie Michell ze względu na nieco bardziej cieszącą oko figurę i strój ale to się wytnie). W galeriach widziałam chyba ze 3-4 klasyczne pin up'ki na festiwalu poza Nami.
*Mam nadzieję że o niczym nie zapomniałam napisać ;)

A teraz... 
zdjęcia i linki do galerii:

Od lewej:  Michell, Mixer (mój brat ♥ ), ja


Michell i ja (zostałyśmy zaproszone przez organizatorów na scenę by po hulać trochę na scenie ) 
i zespół Spaceman

 ehh... Moja mina oczywiście miała być nieco inna....


Linki:
Notka o Festiwalu od CafeRacer

~ Póki co tak ubogo w zdjęcia, ponieważ poluję na zdjęcia od ABC Foto ze Stęszewa (no chyba że gdzieś nie zauważyłam ich), oraz mam nadal cichą nadzieję że mój braciszek prześle mi kilka zdjęć.

♥♥♥Festiwal Rockabilly, do zobaczenia za rok!!! ♥♥♥


 3. Zakochać się w historii Poznania

Nie wspominałam Wam tego chyba jeszcze, ale od jakiegoś czasu w wolnej chwili przeglądam, czytam, szukam, drążę historię Poznania. Nie robię tego jakoś namiętnie (jeszcze) i wychodzi mi to dość nieudolnie, ale jak to śpiewał Grabaż z zespołu Strachy na Lachy (wcześniej z zespołu Pidżama Porno): 

 

Poznań jest ezoteryczny. Chyba każdy dobrze o tym wie, że Poznań jest ezoteryczny. Wszyscy wiedzą że miastem rządzi mafia, a na Wildzie mieszka szatan.
Mało kto zagląda w uliczki czy szuka sekretów tego miasta. Mało kto wie że też mieliśmy gród, królów, mury obronne czy twierdzę... Ja szukając wiedzy i różnych ciekawostek wylądowałam w Poznańskim Towarzystwie Przyjaciół Fortyfikacji (trochę długa i zawiła historia ale nie żałuję).

W niedzielę 23.czerwca był Dzień Twierdzy Poznań.

Spędziłam dzień na wolontariacie w Rezerwacie Archeologicznym Genius Loci ( -> Strona Rezerwatu Genius Loci <- ) gdzie miały miejsce wykłady:

- Umocnienia Poznania w X wieku (mgr Agnieszka Stempin)
- Średniowieczne fortyfikacje Poznania (prof. dr. hab. Zbigniew Pilarczyk)
- XIX Twierdza Poznań (prof. dr. hab. Jerzy Stiller)
po których wyszłam dużo bogatsza w wiedzę i ciekawostki.

Baszty i mury miejskie odnowione znajdujące się tuż przy Komendzie Wojewódzkiej Straży Pożarnej znajdujące się między ulicami Garbary, Masztalarska i Wroniecka


Potem dzięki jednemu z (wielu) przesympatycznych kolegów z Towarzystwa stawiłam się również w Forcie III (w Nowym ZOO), a tam pomimo że miałam nieodpowiednie buty wybrałam się na spacer z kolegami suchą fosą (długa na 850m).



moja miłości - zabójcze platformy


Kilka ładniejszych zdjęć z fosy otaczającej Fort III wykonanych podczas spaceru przez kolegę Michała W.


Linki:
Kalejdoskop w TVP Poznań ( o Dniu Twierdzy Poznań od 9:45 )
__________________________________________________________________________________________
No to by było na tyle z zaległych notatek.
Dziękuję bardzo za wytrwałość tym, co doczytali do samego dołu.
♥♥♥